Muzyka. Najważniejsza rzecz w moim życiu. Pomaga lepiej niż jakikolwiek psycholog, to lekarstwo na wszystkie moje problemy. Zawsze przy mnie jest, trzyma mocno za rękę i nie puszcza. Moja jest głośna, z gitarami i perkusją w tle, w wymyślnych solówkach, w tekście przepełnionym emocjami, uczuciem, radością a niekiedy i bólem.
Lubię posłuchać HIM'a i ich melancholijnych melodii.
Każdy z nas ma swoje ulubione kawałki, zespoły, artystów. To nie podlega dyskusji, chodź coraz częściej widzimy spory między fanami One Direction a Biebera czy bodajże Lady Gagi z kimś innym. Jedni zarzucają drugim pozerstwo, bo nastała moda na rock/metal i metale (niech będą oni, no) poczuli się dotknięci tym, że jakaś laska z gimnazjum, która wie, że modna jest bluzka z AC/DC, bo wychaczyła ten trend na jednym z modowych blogów. I wybucha wielka awantura, bo przecież JAK ONA MOŻE???? Powinno nas to doprowadzać do takiego stanu i wszczynać chaos? Nie. Przecież taka jak ona nigdy nie pozna co to prawdziwa muzyka, nie poczuje tego ducha rocka, nie zasmakuje tej dawki muzyki, która będzie żyć wiecznie; nie będzie czuć dreszczy na ciele słysząc legendarny głos artysty, który na żywo lepiej śpiewa niż jakaś tam Minaj po wyczyszczeniu jej nagrania. Z resztą, po co ja porównuje jedno do drugiego? Wybaczcie mi.
Mówię, że jestem niby tolerancyjna co do innych gatunków muzycznych i wykonawców ery pop 2013 roku, ale nie mogę znieść myśli, że takie kompletne beztalencia jakie chodzą teraz po ziemi mają po miliony więcej słuchaczy i wejść na YT niż wielkie, legendarne zespoły typu Metallica, Queen czy Żelazne Dziewice. To jest MUZYKA a nie piosenka, w której głos wokalisty daleko odbiega od rzeczywistości. Zmiksowane dźwięki sama nie wiem czego zawojowały naszą sceną muzyczną w czasach, w których przyszło nam żyć, a prawdziwe melodie niedługo zaginą, a słuchać ich będą nieliczni, którzy się na tym wychowali. Osobiście sama zrezygnowałam z disco polo (o zgrozo, wstyd mi się przyznać), którego słuchałam wraz z mega fajnym popem i techno w podstawówce na rzecz czegoś, czego teraz słuchając czuje w sercu nieopartą pokusę wyjrzenia przez okno i wydarcia się na cały głos. Będąc teraz już w maturalnej klasie za nic w życiu nie oddałabym tych, ile to już czasu? - jakichś sześciu lat słuchania muzyki, której teksty nie opowiadają o kolejnej imprezie z dziewczynami o cyckach niczym przysłowiowe donice, ostro zakrapianym melanżu, pieprzeniu się z kim i gdzie popadnie, a i z melodią, od której uszy albo puchną, albo więdną, albo w ogóle odmawiają posłuszeństwa.
Nie mówię też, że pop, discopolo itd. to jakieś grzechy, zło itd nie, bo sama lubię posłuchać starej Madonny czy Modern Talking. Ale to też dzieli nas od nich dekady, a co za tym idzie zmiana znaczenia między pojęciem 'muzyka pop' a 'coś co ją naśladuje' jest jednak różnicą.
Mam swój mały rytuał: zawsze przed snem wkładam słuchawki do uszu i wsłuchuję się w ukochane dźwięki. Pewnie nie ja jedyna. Gdy raz tego nie zrobiłam, wstając, czułam się dziwnie i brakowało mi czegoś. Ona zawsze musi być. Jest jak kołysanka, którą matki śpiewają swoim dzieciom, tak i ona jest dla mnie swoistą matką, która zawsze pomoże mi zasnąć.
Mając swoje dzieci (których ja nie planuję) musimy przekazywać im to, czego słuchamy i zasiewać od najmłodszych lat ziarenko naszej muzyki. Sprawić, aby kolejne pokolenia opowiadały o nich kolejnym, słuchały ich i tak dalej i tak dalej.
Tak czy inaczej, kiedy już umrzemy, mam nadzieję, że spotkam w niebie (jeśli jest) swoich wykonawców i zespoły i tam na górze będziemy razem siedzieć w kółku całą wieczność i (ja) będę słuchać kolejnych piosenek moich ukochanych zespołów. Gorzej będzie, kiedy znowu będą dzielić mnie miliony mil od nich a wyjazd na koncert będzie, tak jak teraz, nierealny.
nie wiem, czy ktoś to czyta czy nie, ale przynajmniej mogę powiedzieć wszystko tutaj, co mi leży na sercu i nie słuchać kazania na ten temat albo tego, jaka jestem głupia że tak mówię. mam to w dupie.
wolność słowa w internecie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz